poniedziałek, 27 marca 2017

Początki bywają trudne

Kiedyś już prowadziłam bloga. Pokazywałam tam głównie swoje zdjęcia w różnych miejscach robione przez moją dzielną mamę, która zawsze pomaga mi realizować kolejne pomysły.

Muszę ujawnić dwie ważne informacje. Uwielbiam gotować i nie wyobrażam sobie bez tego życia (to dopiero pierwsza). Druga natomiast: od ponad miesiąca nie jem mięsa. To mój kolejny ,,pomysł'' na siebie. Pomysł, któremu moja mama dzielnie kibicuje.

Od dwóch lat myślałam o założeniu bloga. Ale jeszcze przez rozpoczęciem pojawiało się więcej przysłowiowych ,,przeciw'' niż ,,za''. Zdaję sobie sprawę, że nadchodzące obowiązki spowodują, że posty będą rzadziej niż bym chciała. Wiem też, że zdjęcia nie będą takiej jakości jak bym chciała. Ale od czegoś trzeba zacząć i to jest ten moment!
Obejrzałam dziś trzeci raz film ,,Julie i Julia'' no i jestem.
Głównym powodem rozpoczęcia jest chęć zmagazynowania wszystkich cudownych przepisów, które znalazłam/odkryłam a o których niestety z biegiem czasu zapominam. Taka moja siedziba pomysłów.


Spieszę dzisiejszego wieczoru z przepisem na kotleciki z selera. Pomysłodawczynią tego przepisu była moja cudowna mama, która podczas pierwszego ,,niemięsnego'' weekendu w domu zrobiła je na niedzielny obiad. Od tego czasu królują w mojej kuchni. Czy mówiłam już, że moja mama jest najlepsza?
Składniki:
seler
bułka tarta (ew. mąka)
jajko
ziarna słonecznika
pietruszka

Seler zetrzeć na tarce (duże oczka), dodać jajko, 2 łyżki bułki tartej, podprażonych ziaren słonecznika oraz posiekaną pietruszkę. Z masy selerowej formujemy kotleciki mokrymi rękoma. Smażymy na oleju roślinnym przez 2/3 minuty z każdej strony. Proponuję podawać z surówką z marchewki. Smacznego!